czwartek, 13 listopada 2014

Od Wichury

Siedziałam w Ciemnym Lesie wsłuchując i wczuwając się w wiatr.
~Czemu ja mam takiego pecha?~Myślałam.Zamknęłam oczy i miałam gdzieś że na tej polanie trzeba uważać.Teraz wszystko straciło dla mnie sens...zeskoczyła bym najchętniej z jakiegoś klifu i...koniec.Słyszałam dochodzące z lasu wycie i tą ciszę polany.Było tak cicho i wydawało się tak spokojnie.Chciałabym żeby ta chwila trwała wiecznie i nikt mi już nie przeszkodził.Zaczęłam nucić przerywając tą ciszę.To była moja ulubiona piosenka,którą śpiewała mi mama,a ja śpiewałam ją Alonzo.Znów przywołałam wspomnienia i całe życie przeszło mi przed oczami...znów poczułam ten ból kiedy umierała mi matka i zaczęło mnie boleć serce kiedy zobaczyłam cierpiącego Alonzo,który oddał za mnie życie.Poczułam i przeżyłam te chwile od początku...jedne były piękne,a drugie straszne.Ta cisza...tylko ją słyszałam.Po policzku spłynęła mi łza...było mi tak żal.Nie przerywałam mojej piosenki i nuciłam ją wciąż.Nagle coś przeszło w trawie obok mnie,a ja wstałam i otworzyłam oczy.Śledziłam postać poruszającą się w trawie.Wreszcie naskoczyłam na nią i kiedy już leżała na ziemi okazało się że to jakiś pies.Puściłam go i wstałam.
-Sorry.-Powiedziałam i odwróciłam się.

(Ktosiu?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz